O sposobie powstawania tych tekstów
Piszę je w rozmowie z modelem językowym. Materiał, tezy i przykłady są moje; moje są też wszystkie rozstrzygnięcia — co wchodzi, co wypada, w jakiej kolejności i jakim tonem. Znaczna część zdań w wersji końcowej została napisana przez model, według konspektów, które wcześniej zatwierdziłem.
Praca wygląda tak, że rozmowa jest długa, a poprawki idą głównie w jedną stronę: model proponuje, ja odrzucam albo przebudowuję. Modele bywają pomocne przy sprawdzaniu spójności i wyłapywaniu powtórzeń, ale potrafią też zaproponować konstrukcję logicznie wadliwą albo przypisać komuś ocenę, której ten ktoś nie wypowiedział.
Na koniec daję gotowy tekst do recenzji w osobnej sesji, bez kontekstu jego powstawania. Model, który towarzyszył pisaniu, pamięta wszystko, co zostało odrzucone i uzgodnione, więc czyta również to, czego w tekście nie ma. Świeża lektura jest jedynym sposobem, żeby sprawdzić, czy tekst broni się sam. Bywa przy tym, że dopiero na tym etapie zostaje nazwane to, co w tekście najważniejsze — teza obejmująca całość jest widoczna z dystansu, a przy pisaniu po kawałku dystansu nie ma.
Za wszystko, co ostatecznie w tekście zostało, odpowiadam ja.