O autorze
O mnie
Z wykształcenia jestem matematykiem i informatykiem. Z zawodu — programistą, który podejmuje się pracy w niszowych technologiach (HP NonStop, Haskell). Z zamiłowania — wynalazcą i projektantem.
Nie satysfakcjonują mnie wyjaśnienia w stylu "tak się robi" i przechodzenie do porządku nad sprawami, które są "oczywiste". Nigdy nie szukałem sposobu, żeby to nazwać — uważałem to po prostu za najbardziej naturalne, naukowe podejście do rzeczy. Dopiero zderzenie z tym, że można zupełnie inaczej, sprowokowało odkrycie: kiedy natrafiłem na anarchizm metodologiczny Feyerabenda, poczułem się trochę jak bohater, który dowiaduje się, że od zawsze mówił prozą.
Blisko tego jest sposób, w jaki patrzę na świat przez pryzmat gier — jako modeli, które wycinają fragment rzeczywistości i pozwalają go zbadać. To dlatego gry są dla mnie nie tylko rozrywką, ale narzędziem myślenia.
Z tego samego powodu cenię amatorskość — w tym sensie, w jakim amator to ten, kto kocha to, co robi. Gdy sport, gra czy łamigłówka staje się czymś, do czego trzeba się zawodowo przygotowywać, wypacza się ich pierwotny charakter. (Dobrze pokazuje to stary film "Rydwany ognia".)
Mam w sobie sporo z dziecięcej ciekawości świata i chęci zabawy — i nie mam z tym problemu. Tak samo jak nie mam problemu z przyznaniem, że czegoś nie wiem, nie rozumiem albo nie umiem. Jednocześnie traktuję życie poważnie: zależy mi, żeby to, co robię, było spójne z tym, w co wierzę, i żebym brał za to odpowiedzialność.
Niektórzy mawiają, że jestem uparty. Ja wolę słowo zdeterminowany. Nie poddaję się przy przeciwnościach; zawsze szukam, co da się zrobić w danej sytuacji. Rokujące projekty pcham do przodu, choćby posuwały się bardzo powoli. Blisko mi w tym do Okabe Rintaro ze Steins;Gate — trochę szalonego, ale konsekwentnego do bólu.
Kiedy jestem do czegoś wewnętrznie przekonany, presja z zewnątrz niewiele zmienia — nawet jeśli trwanie przy swoim spotyka się z niezrozumieniem albo dezaprobatą. Tak samo jednak uważam, że w sprawach, za które odpowiada ktoś inny — za swoje życie, za wychowanie swojego dziecka, za zadania w swoim zespole — to jego osąd jest rozstrzygający, nie wynik dyskusji o tym, co obiektywnie najlepsze.
Największym powołaniem jest dla mnie bycie mężem i ojcem. Moja żona, Agnieszka, realizuje się życiowo, działając na rzecz rodziców dzieci z diagnozą autyzmu — prowadzi autyzmpoludzku.pl, łącząc w tym edukację, własne doświadczenie i pracę naukową. Wspieram ją w tym całym sercem, także praktycznie — od strony technicznej i organizacyjnej.